25 sie 2014

Tajlandia, kraina ... i .... plynaca :)


Po 12 godzinnym locie z jednym przystankiem w Dubaju, wreszcie dolecielismy do stolicy Tajlandii. Nie myslelismy wtedy o niczym innym jak o szybkiej transformacji do zarezerwowanego wczesniej guesthausu, prysznicy i odpoczynku. Trzeba bylo sie jednak zmierzyc z rzeczywistoscia i pokonac trase z lotniska do slynnej Koh San Road (tam znajdowal sie nasz nocleg). Postanowilismy ominac taksowkowa mafie i dotrzec tam transportem publicznym. Nie wiedzielismy jednak gdzie znalezc przystanek autobusowy lub stacje kolejowa. Panie w informacji turystycznej okazaly sie niestety niezbyt pomocne - kiedy dowiedzialy sie, ze nie chcemy skorzystac z uslug taxi przestaly nagle mowic po angielsku :).

Dzieki innym turystom dotarlismy w koncu na stacje kolejowa, ktora znajduje sie de facto w podziemiach lotniska. Dostalismy tez instrukcje podrozy - pociagiem nalezy dojechac do koncowej stacji Phaya Thai a nastepnie skorzystac z uslug tuk tuka - co wychodzi najtaniej.

W koncu po wszelkich trudach dotarlismy do centrum Bangkoku. Pierwszym co w nas uderzylo byl kontrast smrodu, brudnych ulic i rozpadajacych sie domow z wzbijajacymi sie w powietrze nowoczesnymi drapaczami chmur. Plus do tego tempetarura ok 32 stopni. Uff.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz